W ostatnim dodatku Nieruchomości w Rzeczpospolitej jest ciekawy artykuł pt. Kawalerki w stolicy trudne do kupienia. Autorka wymienia mankamenty dostępnych w tej chwili ofert na rynku – oczywiście rynku wtórnym. Przeważnie są to mieszkania w najtańszych dzielnicach Warszawy i uważanych, z różnych względów, za najmniej atrakcyjne: Białołęka, Praga-Północ czy Ursus. A same kawalerki? To 20 m2, „zazwyczaj niepełnowartościowego, posiadającego np. kuchnię w przedpokoju czy łazienkę o powierzchni 1 – 1,5 mkw. tylko z umywalką”. Hmm, ciekawe w takim razie gdzie wtedy jest prysznic?
Kolejnym mankamentem jest brak ofert na małe mieszkanka. A popyt jest duży. A właściciele takich mieszkań nie chcą ich sprzedawać, ponieważ koszty ich utrzymania są niskie, a zyski z wynajmu ciągle rosną.
Następna sprawa – źle zarządzane budynki, w których pojawiają się oferty sprzedaży małych mieszkań. Często wspólnota nie chce lub nie ma środków na utrzymanie dobrego stanu technicznego budynku, nie ma nowych inwestycji czy chociażby remontów.
Hmm, i co po przeczytaniu takiego artykułu ja mam zrobić, jako osoba posiadająca takie małe mieszkanko do sprzedania? I to mieszkanie pełnowartościowe… Z ceną rynkową… Najlepiej wystawiać na sprzedaż, bo w świetle tylu mankamentów moja nieruchomość to naprawdę perełka! 29 m2, po remoncie, słoneczne i ustawne, dwupokojowe, z piękną łazienką – prezentowaną w M jak Mieszkanie, w ocieplonym bloku z inwestycjami termomodernizacyjnymi prowadzonymi przez administrację, w dogodnym punkcie komunikacyjnym na Grochowie - niektórzy piszą w ogłoszeniach, że to już nawet Saska Kępa :)
Zainteresowani? Jeśli tak - proszę o kontakt.



Komentowanie dla tego wpisu zostało wyłączone