Co słychać ostatnio na rynku nieruchomości? Przede wszystkim coraz trudniej o okazje. Dane Związku Banków Polskich wskazują, że ceny nie tylko przestały spadać, ale wręcz w większych miastach poszły w górę.
Firma doradcza redNet Consulting mówi nawet o stabilizacji cen, która utrzymuje się od kilku miesięcy. Nikt już chyba nie spodziewa się, że mieszkania potanieją. Dominuje raczej przekonanie, że ceny sięgnęły dna, pora więc na odbicie. Kiedy ono nastąpi?
Dzisiejsza Rzeczpospolita uzależnia je od wielu czynników, m.in. polityki banków i strategii deweloperów. Gdyby ci przystąpili do realizacji kolejnych inwestycji, można przypuszczać, że ceny szybko by nie wzrosły. Trudno jednak do końca przewidzieć, jak zachowają się banki i czy powrócą do finansowania przedsięwzięć mieszkaniowych. Tych już teraz jest o 60-75 proc. mniej niż w roku ubiegłym, a jeśli polityka kredytowa nie złagodnieje, w przyszłym roku może wcale nie być lepiej. To zaś oznacza, że deweloperzy ograniczą się do wyprzedaży tego, co jeszcze im zostało, czekając na poprawę sytuacji.
Pozorny pat szybko może okazać się korzystny dla inwestorów. Wyczerpywanie się zasobów mieszkaniowych, a więc niższa podaż idzie przecież zazwyczaj w parze ze wzrostem cen. Już teraz ceny metra kwadratowego na rynku pierwotnym nieznacznie, choć systematycznie rosną. Wprawdzie nie tak gwałtownie jak w okresie hossy, ale podwyżki mogą sięgnąć nawet 10 proc. To dotyczyć szczególnie może najpopularniejszych na rynku kawalerek i niewielkich lokali 2-pokojowych.
Dodatkowo, biorąc pod uwagę, że na rynku pozostaje jeszcze ok. 30 tysięcy lokali, łatwo przewidzieć, że za blisko pół roku pula ta ma szanse się wyczerpać. O ile w międzyczasie nie przybędzie nowych mieszkań, istnieje duże prawdopodobieństwo, iż końcówka przyszłego roku przyniesie nie tylko deficyt lokalowy, ale i poważniejsze wzrosty cen. Czy to już koniec kryzysu dla deweloperów?
04 grudnia 2009
Czy czeka nas deficyt mieszkaniowy
Monika Mychlewicz



Komentowanie dla tego wpisu zostało wyłączone